Zapraszamy Państwa do poznania prac Aleksandry Wiszniewskiej.

O autorce:

ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych oraz Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu (1997) na wydziale Architektury Wnętrz i Wzornictwa przemysłowego, gdzie rysunek i malarstwo studiowała w pracowni prof. Konrada Jarodzkiego.

Na  swojej drodze poszukiwań ekspresji, emocjonalności w rysunkach, podąża  za cechami charakterystycznymi węgla jako narzędzia używanego w czasach rysunków naskalnych .W jej pracach  nie tyle ważny jest światłocień co sama kreska, kontur.  Często wypełniony kolorem, oddaje wrażenie ruchu, eksponuje ukryte emocje.  Zagęszczającymi się liniami prowadzi widza przez punkty napięcia, w których kreska zapętla się i wibruje do miejsc końcowej wypowiedzi – metaforycznej kropki. Warstwa emocjonalna ma istotne znaczenie w jej pracach – to refleksja nad egzystencją człowieka na co dzień uwikłanego w schematy zachowań i postaw. Postać ludzka, często sprowadzana do symbolu czy znaku tworzy wieloświaty historii ukrytych pod wierzchnią warstwą uchwyconej pozy. Zagłębiając się w szczegóły odkrywamy znaczenie drobnych, mimowolnych gestów budowanych postaci świadczących o poszukiwaniu przestrzeni autentycznych i niewymuszonych relacji z otaczającą przestrzenią ludzkiej egzystencji.


Agnes

Zazwyczaj rozmyślam i szkicuję szukając pozy, anatomicznego wyrażenia pewnych emocji. Tym razem nie byłam pewna czego tak dokładnie szukam aż tu patrzę na fb, moja znajoma umieściła zdjęcie w takim ujęciu jakie szkicowałam przed chwilą.. Agnieszka, Agnes zgodziła się by ją "sportretować". Niby nic w tym dziwnego ale opowiem Wam krótko naszą historię. Agnieszka jest aktorką a przy tym kruchą, piękną, filigranową i wyjątkowo zgrabną, ciepłą kobietą. Poznałyśmy się na planie House Hunters. Dopiero po jakimś czasie od tego spotkania dowiedziałam się, że Agnes od 12 lat walczy z SM. Dla mnie to ogromna siła ducha w kruchym ciele. Wojowniczka jakich mało, z problemami o jakich nawet nam się nie śniło. Hapeus bas!


Czasami lepiej milczeć

No właśnie. Czasami choćby się cisnęło na usta i noga sama drgała by wykopać z trzewi co się naprawdę myśli to jakaś ręka racjonalizmu blokuje nam usta. Lepiej zmilczeć, lepiej nie zaogniać sytuacji, lepiej nie wywoływać konfliktu. Wyzwolone? Czy aż tak, by mieć własne zdanie? Kiedyś u Pratchetta znalazłam doskonałe określenie na takie prawie wypowiedziane słowa - "upadłe" słowa. One i tak padają choć niemo. A niektórzy je słyszą.


Na zachodzie bez zmian

... Ponoć zmiany przychodzą ze wschodu, dlaczego? nie wiem. A na zachodzie bez zmian. Zachód słońca i błogi spokój końca dnia kiedy można za oknem oglądać feerię niemożliwych barw. Pomarańcz miesza się z różem, purpurą płonie w półmroku, w migających cieniach. Na zachodzie bez zmian, minionego dnia już nic nie zmieni. Można przesypywać w dłoni piasek przeszłych minut a ostatnie drobiny zdmuchnie gasnące słońce. Wieczór w ciepłych odcieniach się zacznie, na chwilę zatrzymaną zanim nasza głowa w końcu zaśnie.

Strona domowa artystki